Rodzaj koncertu: Symfoniczne, oratoryjne, chóralneSala: Koncertowa
Abonament: B1 - Koncerty symfoniczne, Z1 - Złoty abonament
Pochodzący z polsko-niemieckiej rodziny Marek Janowski wychowywał się i zdobywał artystyczne szlify w Niemczech (m.in. jako uczeń Wolfganga Sawallischa). Po udanym początku dyrygenckiej kariery w Operze w Hamburgu pracował także w innych niemieckich teatrach, m.in. Fryburgu i Dortmundzie. Szczególny rozgłos przyniosło mu znakomicie przyjęte nagranie wagnerowskiego Pierścienia ze Staatskapelle Dresden i międzynarodową plejadą solistów. Także inne kreacje fonograficzne oper przyjmowano z entuzjazmem, równolegle doceniając wspaniałe osiągnięcia koncertowe, m.in. z Royal Liverpool Philharmonic Orchestra, Nouvel Orchestre Philharmonique de Radio France (rewelacyjne nagrania symfonii Brucknera i Roussela), Gürzenich- Orchester w Kolonii. Kierując w latach 2000-2006 Orchestre Philharmonique de Monte-Carlo, stał się współautorem spektakularnych sukcesów zreorganizowanego przez siebie zespołu i zarazem jednym z najbardziej wymarzonych szefów orkiestr, co zaowocowało kontraktami z Filharmonią Drezdeńską, Orchestre de la Suisse Romande oraz Rundfunk-Sinfonieorchester w Berlinie – Marek Janowski prowadzi ją od 2002 roku do dziś.
Każdy jego występ w Polsce jest wydarzeniem oczekiwanym i zawsze dla słuchaczy ogromnie satysfakcjonującym. Tak też będzie podczas niezwykłego wieczoru wypełnionego dwiema symfoniami, których szczególnie rekomendować nie trzeba. Warto zadumać się nad faktem, że oba dzieła powstały w Wiedniu w odstępie zaledwie kilkunastu lat. Nowsze badania przesuwają datę skomponowania Symfonii C-dur Schuberta na rok być może już 1824, nie 1828, jak wcześniej sądzono. Gdyby Beethoven nie utracił słuchu, mógłby teoretycznie to dzieło usłyszeć, jednak nie miał ku temu okazji, gdyż Symfonii nie wykonano koncertowo za życia Schuberta... A usłyszawszy – zdumiałby się, gdyż młody i wielbiący go (z dystansu, bowiem chyba nigdy się nie poznali) kompsozytor kroczy tu już wysoce indywidualną ścieżką, niemal niczego, poza ogólnym zarysem cyklu, nie czerpiąc z dziedzictwa klasyków. Szerokie, pieśniowe tematy, ich raczej wariacyjne niż sonatowe przetwarzanie, zmienność romantycznych nastrojów – wszystko to stawia Symfonię C-dur w opozycji do nurtu klasycznego (którego swoistą apoteozą jest nieco retrospektywna w swej formie i wyrazie Ósma Beethovena) i wskazuje nowe drogi. Zdołali je docenić dopiero twórcy kolejnych pokoleń, na czele z Robertem Schumannem – odkrywcą i entuzjastą pozostającego przez dekadę w ukryciu schubertowskiego arcydzieła.